Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Południak Małgorzata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Południak Małgorzata. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 listopada 2012

przedzieranie - Katarzyna Tchórz, Małgorzata Południak





Katarzyna Tchórz o sobie - Ur. 1986 r. Odkąd pamiętam sztuka była mi bliska, ale dopiero splot pewnych doświadczeń sprawił, że dwa lata temu malarstwo stało się nieodłączną i może najważniejszą częścią mojego życia. Sztuka daje możliwość konfrontacji ze skomplikowanymi emocjami, możliwość oczyszczenia, ale i zburzenia ładu codzienności, przekroczenia granic. Proces tworzenia jest aktem miłosnym i bolesną autoterapią, ale przede wszystkim nauką o człowieku i świecie. Mam często wrażenie, że nie maluje, ale pisze niebezpiecznie intymną powieść utkaną z cielesnych, barwnych metafor. W tej powieści nie zależy mi na poszukiwaniu prostego piękna, spokoju ani doskonałej formy. Przeciwnie, ta powieść ma być szczera, uczuciowa i brutalna. Jej bohaterką jest kobieta – wyzwalająca się z konwenansów, odrzucająca maski i role społeczne. To kobieta uwikłana w mocne często toksyczne relacje z innymi ludźmi, ale też ze sobą. Zmaga się z głęboko ukrytymi pragnieniami, tajemnicami i wstydem. To postać całkowicie otwarta i poddająca się życiu, jak i z nim walcząca. A może ona jest w pewnym sensie każdym z nas? Nie wiem jaki będzie koniec tej powieści, bo wciąż mam wrażenie, że pisze - maluje ją od początku. Wciąż uczę się i szukam.

http://katjaluv.digart.pl/
http://variart.org/galeria/3409-katka.htm


Małgorzata Południak blogerka, felietonistka, redaktorka, autorka książki poetyckiej "Czekając na Malinę", (2012)

Blog autorski: http://wcieniuskrzydel.blogspot.ie/



Magnetyzm - akryl/pastele olejne, 45x60 
© Katarzyna Tchórz



Nosorożec nie zapomina

Próbuję nie wystraszyć pająków. Nie wiem, dlaczego
ludzie się ich boją. Za oknem psy gonią ogony, w szaleństwie
są jak dzieci. Słońce jeszcze nigdy nie było tak intensywne.
Matka Sary z trudem dźwiga kosze wypełnione dyniami.

Ogrodzenie paruje i przypuszczam, że wszystko jest błahe.
Realizacje filmów w bibliotece, zaufanie do szkoły,
kiedy poznałam Paddy'ego zrozumiałam, że bierze mnie na serio.
Stopniowo przeczuwaliśmy, że nie chodzi o odrzucenie,
bo już polubiłam łagodny wpływ owiec, które przetaczają się

ze stoku na stok. Pod górkę, wiec nie trzeba do nich mówić
po irlandzku, lepiej po swojemu, kiedy wdzięczą się idąc parami.
Dokładnie wzdłuż muru falują zielone grzbiety, gdy zanoszą się
śmiechem, pękate od koniczyny. Nie pochłaniają więcej
niż nadzieja, że zdążymy przed herbatą.

Zaczęłam pisać ten cykl dla ludzi, którzy we mnie wierzą,
dla tych, co nie odrzucili śladów.

                                                                                        © Małgorzata Południak



Zapach dzikich nocy - akryl, 100x70
 © Katarzyna Tchórz



Fascynacje związkami

Mieszkam w sąsiednim hrabstwie. Pada trzeci dzień,
więc zostaję w domu z przekonaniem, że kolejne cztery
przerobię na listy, dziergane listki w książkach, które wyschną
na szczególne okazje. Aleja istnieje w domyśle,
jak ptaki. Zlatują się w letni wieczór i gadają o ziołach,
a może tylko w człowieku rośnie chęć zrozumienia?

Pojawia się ważna postać. Jej uda u nasady
pachną ciepłą bielizną. Na żywo brunetka,
o wyraźnej linii bioder, kolana się nie stykają, łydki giną
w melanżu blue i ivory. Zestawy poranne łączy

z popołudniowymi. Wplecione przywieszki
zaciągnięte z jej pokus, kojarzone są z kolażem,
niczym prowokacja. Inna, odległa od intelektu, bliska
przez instynkt. Zaprzeczamy, że nasze korzenie
niedawno wypuściły pędy.

                                                                                     © Małgorzata Południak



Po co słowa? akryl, 100x70
© Katarzyna Tchórz



Pożytek z kija

Depczemy po sobie, nosorożec jest przeciążony.
Sapie, żeby wszyscy słyszeli; wykorzystuję chwilę,
i zachęcam go do tańca. Świetnie się rozumiemy, po co słowa?
Wystarczy patykiem sięgnąć pleców i wyżej, o niebo.
W głowie się kręci, w uszach tętni - wiem, odkryliśmy siebie
na piątym kilometrze, gdy droga wzdłuż torfowisk była za wąska.

Nie była, tylko jest. Poprawia mnie w myślach grafitowy,
uroczy zjadacz pestek dyni. Potrafi skutecznie odstraszyć
dzieci okoliczne i dalsze. Przerasta go potęga nosorożca. Stajemy w drzwiach,
chłopcy milkną, potrafią tylko potknąć się o murek, za którym znikają.

Dobrze, że po czterdziestce nabiera się innego kształtu,
odgradza się i większość rozumie jak nakazuje rozsądek: pomyśl.
Pomyślę. Mówią zrozumiale, przy tym czyszczenie butów, czy składanie
w kostkę gazet jest jak ludożerstwo. Tak, przyszło mi namyśl,
że nosorożec z Paddy'm nie powinni umawiać się na mecz
pod moim okiem.
                                                                                
                                                                                      © Małgorzata Południak



Ukrycie - ołówek/akwarela, 45x30
© Katarzyna Tchórz



Wypadanie 

W uproszczeniu:
kieszenie wypchane przez przesuwające się przedmioty,
grzebień. W kolorze złota i pozycji horyzontalnej nad ranem
tasuje włosy. Wieczorem tnie gotowe do ścięcia.

Dwa malachity. Wpleciony w dziurki rzemień
wystaje na zachód i zmoczony sztywnieje w słońcu.
Oryginał wypasiony nad łąką, między drzewami.
Więc zapominam języka, nie pamiętam
o objawieniach, wygłaszanych teoriach.

Zwierciadło - z niego pije każdy dział kultury. Zrobi miejsce
dla mordeczek Shih Tzu przeglądających się w szafach roczników
dziewięćdziesiątych. Spójrz, kieszeń nie pomieści dedykacji
czytelników, wykałaczek, kartek, karteluszek, bez których książki
gubią rytm i formę.

Dojścia do wyjścia. Siadamy, wstajemy z winy pytań,
kolejnych buntów, w metaforach rozpoznajemy Hegla.
Tylko nieśmiertelni troglodyci umierają, zanim wypadną z głowy,
jak poważne opowieści Borgesa. Studnie
pod gruzami, początek rzeki. 
                                                                      
                                                                                          © Małgorzata Południak



Futro - ołówek/akryl, 60x85
© Katarzyna Tchórz



Dualistyczne przepychanki

Przez "dzisiaj" próbuję ze wszystkich sił odejść od tradycji.
Główny nurt infantylnie rozchodzi się w lewo i w prawo,
brakuje metafizyki, uśmiechów. Za dużo zdrad, pouczania.
Nosorożec nie wytrzymuje - zaciskam kolana na widok
jego zębów. Już wiem, dlaczego nie mamy przyjaciół

oprócz owiec i Paddy'ego. Słuchają nas w oryginale.
Paddy próbuje czytać, ale przerzuciliśmy się i w innym języku
wyliczamy, co nas drażni. Dzisiaj nie doi się tradycyjnie krów,
a w szkołach średnich nie przelewa krwi. Żadnych nieszczęść,
chyba że wzajemne oskarżenia o niezrozumienie, nietolerancję.

Nie pamiętam, kto pierwszy mnie docenił. Nosorożec
odrzuca proste pojęcia i drapie po plecach z angielską kulturą.
Później pijemy herbatę, zapychamy herbatnikami usta,
w jego podniecone palce wtykam mopa. Wypłukuję z butelek kamień.
Podłogi lśnią. Szkła, żyrandole. Wiemy, kim jesteśmy,
nawet, jeżeli szmuglujemy papierosy i lekceważmy czas na kolację.

                                                                               © Małgorzata Południak



The sky is broken - akryl, 60x85
© Katarzyna Tchórz



Wszystko mamy wspólne

Gdybym mogła wyśpiewać sekundy odchodzenia,
chwile, w których piękno otwierało się i gotowe do skoku
łączyło ze sterczącymi sutkami. Dreszcze blokowały krtań
i znowu pośród teatralnych póz wracałam obok
nie amerykańskich, a ciut angielskich, na sposób Eliota, dziewcząt.

W tych warunkach można jedynie rozłożyć parasol, ten sam,
o który pytają cię na lotnisku. Rozplątujesz martensy,
a pan o czekoladowych oczach nazywa pięknością i słodko
obejmuje nadgarstki, byś się nie zachwiała pod wpływem
uroku, wtedy trudno siebie pojąć i jego zapomnieć.

Czy widzisz sens? Nie przynosi zysków tym,
których chciałabym uwolnić z ciemności i pogadać.
Zatrzymuję się na osiemnastym wieku, nie był light,
nawet nie potrafię biec przed siebie bez wspomnienia mapy,
zgodnej z krańcem świata. Miażdży wartość jałowej ziemi.

Jak reagujesz na układ dwojga, gdy idą w słoneczny poranek:
biała spódnica i spodnie - akurat to ich wyróżnia.
Po prawej stronie kwiaty, koszmarne i bez znaczenia.
Tracę pamięć. Owszem, pamiętałam przez godzinę
i niepotrzebnie głupio się poczułam, odbiegając od nóg. 

                                                                                    © Małgorzata Południak



Bez - akryl - 86x60
© Katarzyna Tchórz



Ubywanie

Róg nosorożca czyhając na pończochy dźga moje stopy.
Jego reputacja blednie, kiedy przechadzając się wśród owiec ciągnie
za sobą nylony ze szwem, dlatego pada z depresji.

Masuję jego stopy i opowiadam o nawykach ciała. Zainteresowaniach
owiec, mękach, gdy odrzucona wełna tapla się w lokalnym błocie.
Żona potrafi rozmawiać z mężem, dopóki on nie mówi - znika,
a z nim popiół, przypalone spódnice, mankiety. Bariera zapachu.

Pozwolę mu, niech dzieli, rwie i rozrzuca resztki piór - poszukiwania wyczerpują.
Patrzymy z nosorożcem na graniczną, czerwoną linię, kiedy zmienia kolor i przed nami
wylewa się. Wyobraźnia z pustych naczyń - biografie kłamią, wyssane z palca.

Paddy opanował do perfekcji pijackie trasy. W końcu nie wytrzymuję
i przeklejam kierunkowskaz. Patrzę jak zdarł łokcie, rozbił nos,
czoło błyszczy się i przestaje marszczyć. Wiem, że nosorożec sztywnieje
za każdym razem, gdy przekręcam klucz w przeciwną stronę.
Rano pod drzwiami spali ściśnięci: owce, nosorożec i Paddy, tylko kury
wystraszone rozbiegły się. Jakbym urzeczywistniała kolejny koszmar.

                                                                                      © Małgorzata Południak



Wyznanie - akryl/pastele, 70x50
© Katarzyna Tchórz



Początek

Dziesięć perkatych kwiatów - powieszone za ogonki
usychają. Ostatnie krople wody mają pierwszeństwo
w słońcu. Wywołują efekt gorszy niż wybuchy.
Kompromis, który pamiętam wzmacnia przekaz.

Pewność sięga w zakątki, panoszą się w źródle zwątpień.
Pożytecznie brzęczy i zawodzi. Jak alikwoty,
których nadmiar zamiast płynąć, szarpie.
Na powierzchni świecącej i czarnej pęknięcia - zdobią

jak wszystkie byty. Delikatnie wydobyte palcem,
kolistym ruchem, gdy wcierasz w szklany rant
resztki lipidów. Odstraszą młodsze koleżanki, w snach
bez końca tylko zielone oczy. Jeszcze nie wiem skąd

wieloryb na końcu kija, budzi przerażenie.
Może mięśnie przygniecione nadmiarem wina przeniosły myśl
nad zatokę? Wyciągnięte z piasku z innymi butelkami.

                                                                                 © Małgorzata Południak



Realność śnienia - akryl, 70x43
© Katarzyna Tchórz



Ucieleśnienie

Znacznie później, kiedy zasypiasz,
zaprzątnięty sobą. Jeżeli jeszcze rozumiesz pierwsze słowo.
Pod poduszką leży groch, bez imienia, wrogowie zburzą spokój,
rozsieją grzyby, śmiertelne choroby, na pewno ktoś ucierpi.

Nowy lepszy Zen nie wybacza. W głowach żyje zamęt i robaki
podlewane mineralką, aktywnym antyutleniaczem.
Za sprawą, nie wiem którą, pogubiłam się, kiedy przeciąłeś głowę.
Zjawy, lęki, to co możesz nazwać, uwalnia wyobraźnia.

Możesz podejść, wtedy za górkami i niewielkim lasem
żyją bez powodu, palcami pstrykając w pustkę.
Myślisz, że ich nie ma, tak jak nikt nie widzi dłubania w nosie.
Wyławiasz z szumu wymówki. Znają się na wszystkim, jak ci
za rzeką. Wznoszą oddzielenie.

                                                                              © Małgorzata Południak



Przedzieranie - akryl/pastele olejne, 70x100
© Katarzyna Tchórz



W moim wieku z owiec nie wyrabia się virgin


Zapisuję datę w pamiętniku. Towotem podkręcam
zamki w drzwiach. Nie skrzypią, kiedy przechodzisz,
wychodzisz, idziesz. Trudne decyzje. W porcelanowym kubku
pióra, okazjonalne, z napisami - reklamówki przychodni.

Nosorożec wystawia się na słońce i mruga. Zapominamy się,
i wyskakują nam piegi. Szorujemy je wodą, później w znajomy sposób,
ustawiam lewy profil przy powitaniu.

Pyta mnie o przedmioty. Co istnieje, a co tylko nabiera,
na niby, magiczną siłę wzroku? Znaki, symbole -
wybierz trzy i wyjdź, spaceruj. Z nosorożcem

nie mieszczę się w ławce, żadnej, więc przestaje istnieć.
Składam parasol z doczepioną trąbką i francuskimi tostami.
Idziemy. Jemioły śpiewają w brzozach, czarne owce -
jak brzmiał początek? W obu przypadkach
wyznaczono nagrodę.

                                                                                © Małgorzata Południak 

                

Wypłosz ze mnie noc - akryl, 100x70
© Katarzyna Tchórz



Swoboda

Na dźwięk telefonu zrywasz się i odpowiadasz: halo!
Mogłabym wymieniać po kolei najbardziej popularnych
i obcych nieznajomych. Zwykle nie leżą ze mną w polu,
kiedy nie pada. Ubieram się lżej, w oddali widzę zwierzęta:
przegląd dnia.

Nosorożec wygrzebuje się spod swetra, sięgał kolan.
Dlaczego nie chwytasz gałęzi na mój widok?
Owca nie reaguje, przeżuwa. Nie wie dlaczego,
coś zatrzymuje mnie przed drogą.

Kłopoty wpadają przez dziurę w drzwiach, z hukiem.
Nadmiar pism, gazetek z przecenami. Myślę: owca,
dostrzega mięso, zmyka pod schody, dziesięć razy mniejsza,
niż jagnięcina z grilla. Wyrywa się, leci. Nie poniosę klęski,

gdy zaczynam koszenie trawnika, a kończę obrywaniem listków mięty.
Wiem, nie istniejemy poza ani przede wszystkim. Owca delikatnie puka,
nosorożec zapewnia, że z migreną można żyć.

                                                                                  © Małgorzata Południak 



Rozgrzewanie - akryl, 43x60
© Katarzyna Tchórz



Sałatka z czarnego zboża

Nosorożec przewraca wiele rzeczy
do góry nogami. Bezradnie. Ocean poraża,
i burzy się. Nie ma nad nim kontroli, dlatego
wyśpiewuję ballady, a ludzie zaglądają
z drugiej strony brzegu, łącząc się przez proxy.

W ostatnich dniach, zniknęły koty, pierzchły owce;
naturalnie i zdrowo można wygrzewać się w oknie, nie myśleć,
o odzieraniu kotów ze skór. Niewątpliwie myszy nas zjedzą
zimą. Owce czują jaźń. Boża udręka paruje młode z młodymi.
Nikogo nie obchodzi irlandzki sen o zapychaniu ciała
świeżo zazielenionym umysłem.

I ślubuję bez skutku. W szafie, w pościeli. Kiedy słyszę
o miejscach, gdzie owce głodzą dzieci. Wyobraź sobie niechęć
wszystkich pieśni, które komponują się z torami, z rodziną,
wspomnieniami, o których trzeba zapomnieć, zanim cię zjedzą.

                                                                                       © Małgorzata Południak 



Jagnięta o płowym runie - akryl, 70x57
© Katarzyna Tchórz



Jagnięta o płowym runie

Na wprost zachodzi słońce, genialne myśli przed snem
odeszły. Z nimi Paddy, owce, rozmowy pod oknem.
Wydycham dolegliwości. Nie zabijam się
przez zmarszczoną skórę, dla piór lub jajek.
Dla smaku i zachcianek, marskości wątroby.

Wlewam do kieliszka najlepsze wino, tak samo
lubię stawiać na, a nie pod, pisać przez, nie dla.
Nosorożec marznie i liczy dwie zimne noce, do trzech
- gorączka przełazi w poduszkę, przebija grubą skórę,
dławi usta, nie patrzymy za siebie.

Wilgoć. Grzbiety w książkach odsłaniają tęczówki.
Paddy potrząsnął kartkami, wyleciały komary,
rozbiegły się muszki, zgwałcone palcami sztywnieją.
Odżyją, kiedy pójdziemy jeść bekon i sadzone.

Czasem nie ma wiatru, długie trawy wchłaniają kropelki,
chwila dla nowej chwili. Za każdym razem młode
uczą się ssać.
                                                 
                                                                                 © Małgorzata Południak 



Potrzeba - akryl, 70x50
© Katarzyna Tchórz



Nie zajmujemy się polityką

Co mogę?
Powierzchowne, szorstkie, porośnięte. Zielony mech,
wyraźnie splątany, pożółkłe trawniki. Maszyna Paddy'ego
skrupulatnie oddziela pasami koniczynę od źdźbeł.

Polemika koszenia nie intryguje, może chodzi tylko
o dotykanie? Kij, piłka, dołek i dół. Skrupulatnie notujemy
nie tylko dni, tygodnie, miesiące, biegamy od święta do święta.
Paddy strzyże bezustannie.

Patrzymy na siebie tak intensywnie, jakbyśmy nigdy tego nie robili, 
więc zanoszę mu sałatkę, drobno posiekane warzywa. Żeby się przymilał. 
Proponuje piwo - owce są jego prywatną sprawą. Mój nosorożec też, 
więc grzecznie dziękuję. Jem sałatkę, on pije piwo.

Jestem małomówna, mimo że macham palcami do każdego
przechodnia. Moja ręka z jego kosiarką mogłaby być jednością,
gdyby nasze opinie były zbieżne ze śladami, jasne i doskonalsze
pomiędzy skórą a kurtką.

                                                                                   © Małgorzata Południak



Wewnątrz - ołówek, 60x85
© Katarzyna Tchórz



Zyski i straty

Nie z powodu tradycji zmieniłam obiad na lunch.
Myśl, co chcesz, pozbądź się roboty, przyjdź.
Zaraz po naleśnikach z serem i malinami. Dzieci sąsiadów
popychają owce. Na wyspie maleją, krótkimi nóżkami tupią
swobodnie, stąd rytm wznoszenia i opadania.

Niczego nie szukam, Paddy wzbudza zainteresowanie,
więc przejmujemy tubylcze cechy uwięzieni między ksero
a drzwiami biblioteki, w których popijam z piersiówki.
Cośmy się napięli z Paddy'm i owcą targając za kostki,
kopnięciami w woreczek żółciowy. Zdziwiona funkcją serca

szukam spokoju, zwłaszcza, gdy język mało precyzyjny, 
a pięty różnią się od siebie. I ciągłe uczucie niepojęcia.
Niewpasowanie w nurt, kwieciste sufity. 
Ściany pokrywa magnolia. Pomyśleć, że za rok mogę zatęsknić
za tym dobrym miejscem, w którym nagle zostałam jeszcze trochę.

                                                                                  © Małgorzata Południak 
                                                        


Uścisnąć ciemność - akryl, 100x70
© Katarzyna Tchórz



Łosoś w łuskach z czerwonej cebuli

Nie sądzę, by któreś miejsce było bardziej lub mniej przesiąknięte 
niż to, w którym leżę wyczerpana po cały dniu. Zamki, zameczki, 
betonowe, a może cementowe. Flagi w kratkę, co county inna. 
Otwieram oko, jest deszczowo - nareszcie. Susza powoduje zamęt. 
Owce grupują się i beczą. Beczą o wodę, szczególnie wieczorem, 
kiedy siadam na progu i zamiast piwa piję wino. 

Paddy macha z domu po przekątnej, chociaż chcielibyśmy się zrozumieć, 
on jest ginger, a ja jestem magenta. Łatwiej zrobić niż powiedzieć. 
Prujemy tę samą owcę na skarpety, wełniane rękawki. Owca 
czuje się dziko, wie, że może uciec. Ucieka! 
Łańcuch szczepiony z myślą ciągnie w dół. W bagno, 
za domem pachnie czerwoną cebulą i czosnkiem. Stąd tyle świeczek. 
Uciekaj owieczko, uciekaj i nie patrz za siebie. Puste pole jest jak kartka
w kratkę, przyznaję się do wstrzemięźliwości. Słowa bez tradycji. 

                                                                                     © Małgorzata Południak 



Na krawędzi - akryl/pastele olejne, 60x85
© Katarzyna Tchórz



Denerwuję się, kiedy zajmują miejsca dla inwalidów

Poduszka wydaje się cieplejsza, gdy próbuję zasnąć.
Na szafce nosorożec. Paddy - kojarzy się z nerkowcem
albo z grabarzem. Nie chcę krzeseł od Paddiego,
tak samo, jak od Franka, ciepłych bułek. Franek,
choćby był najlepszy z najlepszych, drażni mnie.

Pomiędzy śladem komara na suficie a śladem
kropli deszczu trudno przychodzi sen. Sukulenty
podlewam raz w tygodniu, częściej bananowca,
chyba, że odwrócę się i zapomnę. Opisuję przedmioty
poukładane w kuchni. Mięso z owcy, tej malowanej,
z fotografii, przesunę za drzwi.

Tak się robi, kiedy nie ma dywanów. Wracam do sypialni,
by złapać oddech. Na plecach nosorożec szepcze, że jest
zimniej niż wczoraj, więc w szarą koszulkę próbuję otulić
jego tyłek. Paddy wpada z hukiem, po wykładzinie ciągnie
resztki ze śniadania. Fasolka zostawia smugi. Zapłacę wam,
idźcie sobie! Paddy umiera, bo jak zwykle, wszystko stracił,
nikogo nie obchodzi nosorożec. Stoi

za progiem, nie mam już tożsamości, złudzeń
przez innych nazywanych fazą rem, w której
ani grama uprzedzeń.

                                                                           © Małgorzata Południak