Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałkowska Magda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałkowska Magda. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 marca 2013

Magda Gałkowska, Rafał Babczyński - Drzazgi





Magda Gałkowska - Poznań, Poland, ur.1975. Publikacje m.in. "Odra", "Tygiel Kultury", "ProArte", "Czas Kultury" oraz "Solistki. Antologia poezji kobiet 1989-2009". Laureatka nagrody głównej XIV OKP im. Jacka Bierezina 2008r. Autorka książek poetyckich: "Fabryka tanich butów" Wydawnictwo Kwadratura Łódź 2009r i "Toca" Zeszyty Poetyckie Gniezno 2012r.. Redaktorka ArtPubu, współpracuje z pismem INTER, gdzie prowadzi rubrykę "pogotowie poetyckie", z Kwartalnikiem Literacko - Artystycznym sZAFa oraz portalem POEMA.PL, w którym zasiada przy Biurku Krytyków.

Rafał o Magdzie:

poznaliśmy się na wernisażu ArtPubu w Poznaniu. Nie pamiętam, abyśmy ze sobą rozmawiali - tak się jakoś złożyło, ale utkwiła mi w pamięci. Po powrocie do domu zacząłem czytać jej wiersze i tak właśnie na dobrą sprawę poznałem Madzię - poprzez jej wiersze, przez to, co pisze. Potem rozpoczęliśmy wspólny projekt muzyczno-słowny, który nie został ukończony, ale myślę, że kiedyś do niego powrócimy. Sądzę, że nasza znajomość jest doskonałym przykładem na czarodziejskie właściwości Internetu - w tym dobrym znaczeniu. Wiersze Magdy są mi bardzo bliskie, żyją we mnie nieustająco. Uważam że ma talent, wielką precyzję w wyrażaniu myśli i nutkę nienachlanego romantyzmu, do którego oczywiście nigdy nie chce się przyznać, ale ja i tak swoje wiem.


Rafał Babczyński o sobie.

Nie lubię o sobie, ale proszę: samouk – jeśli coś mnie pasjonuje, to tego się uczę. Tak stało się z fotografią, grafiką komputerową. Kiedyś malowałem i coraz częściej myślę o powrocie do tej pięknej sztuki. Interesuje mnie to, czego nie widać na co dzień. Człowiek i jego przeżycia, emocje, te głęboko skrywane – prawda, a nie ozdobniki. Moje sesje fotograficzne to rodzaj spotkania, poznawania, to ważny element, pracuję z ludźmi, w których dostrzegam coś, co mnie inspiruje i pociąga, na pewno nie jest to piękno w potocznym rozumieniu tego słowa. Ostatnio pochłania mnie ruchomy obraz w połączeniu z muzyką, którą sam komponuję, daje to bardzo szerokie pole manewru i większe możliwości przekazu, ale to dopiero nieśmiałe początki. Jestem zafascynowany ilustracją, przekładaniem cudzych myśli na język plastyczny, wtedy tworzy się czasem nowa jakość. Pierwszą taką próbą było zilustrowanie książki Małgosi Południak „Czekając na Malinę”, gdzie doszła jeszcze dodatkowa interpretacja tego, co zrobiłem przez grafika Mateusza Osajdę. Wystawa, którą Państwo widzicie, jest zmierzeniem się z moją ulubioną poezją – wierszami Magdy Gałkowskiej.

Brałem udział w wielu wystawach zbiorowych, między innymi w Szczecinie, Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Krakowie, Siedlcach, Opolu, Tarnowie.

Magda o Rafale:

spotkałam go dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, na wernisażu ArtPubu w Poznaniu. Poznałam natomiast dzięki Jego pracom i projektowi, który razem (jak wspomniał) rozpoczęliśmy. To świetny fotograf i grafik, entuzjasta, który potrafi tym entuzjazmem zarażać ludzi. W pracach Rafała jest ten sam niepokój, o którym piszę w wierszach, właśnie to nas połączyło. To, oraz chęć do tworzenia i znajdowania nowych form wyrazu. Nie wyobrażam sobie, żeby grafiki do moich wierszy mógł stworzyć ktoś inny. A to dopiero początek.



© Rafał Babczyński
26 minut 



26 minut po pirma aprilis

plama na dywanie ma kształt
wyspy. zebrane w miejscu
atomy, fragmenty DNA - ścisk
i niewielki prześwit w czasie.

milczę, bo nie można mówić
o tym, że ucieka i kurczy się
jak zasuszony owoc. spróbuj
opanować drżenie i odważ się

na wszystko. stany skupienia
powiedzą więcej, kiedy po nas
zapalą się światła, bóg już będzie
w połowie drogi na drugą stronę.

                                           ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
fabryka tanich butów



fabryka tanich butów

możesz ugiąć kolana, maleńka,
jeśli wytrzymasz w tej pozycji,
nabrać w usta. i tylko ruchy zdradzą,
co dzieje się tutaj naprawdę.

końcówki mieszczą się najlepiej
jedynie w środkach masowego przekazu.
i nie traktuj tego jak pracy dorywczej
lub co gorsza – umowy o dzieło.

to nie modlitwa, więc będzie bez grzechu.
nie odwracaj głowy,
kiedy nie ma nic do powiedzenia
– oczy wystarczą.

wypełniamy jak kolorowankę
pokój z nami.

                                      ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
33



trzydzieści trzy

dziś pan przyszedł do mnie, mówił:
więcej nie zatrujesz rzeki, od tego
są zakłady przemysłowe. produkują
plastykowe rurki. sztuczne włosy lalek

nie dają się uczesać. pokręcone w dotyku
jak szklana wata, jak pakuły. mówił:
więcej nie zatrujesz powietrza, od tego
są zakłady chemiczne. blade twarze stażystów

łapią powietrze szeroko otwartymi ustami. dziś
pan przyszedł do mnie. nie wyjaśnił słowem,
skąd wzięły się tkanki, mutacje. leczę rany
po wybuchu, wystawiam na słońce, jak twarz.

                                                       ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
A Rh+



A Rh +

a jeśli nie oddałeś jeszcze wszystkiego
i nie masz znamion, wydrapanych na ciele.
jeśli noc boli i nie można kraść
albo przywierać ustami do szkła.
to gęstnieje, krąży jak krew.
masz wybór, który zabiera oddech.
i nie będziesz sam. nie będziesz
wiedział dlaczego, tylko jak.
a jeśli wybierzesz, krzycz.
przyjdę lizać rany.

                               ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
obraz



obraz

rozpięto mnie, rozkrzyżowano i schnę
od wczoraj, rosną mi włosy. zanurz dłoń,
odchyl głowę i spójrz, jak opadają na oczy
tą opaską, czerwonym śladem wokół.
widzisz? miałam tylko jedno imię, jedną twarz
ukrytą w innych twarzach, małych fragmentach
cudzych historii wynoszonych na ołtarze,
ofiar składanych w oczekiwaniu na deszcz.
teraz schnę powoli jak pergamin, jak jedwab.
zanurz palec i opisz mnie, zacznij od szyi,
zakończ na stopach. własnym językiem opisz
jak okrąg, nie posiadam początku ani końca.

                                                ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
ultrasonografia



ultrasonografia

noszę w sobie śmierć, ma imię kobiety
chorej na raka mózgu, kończącej się
jak krótkometrażowy film. tak szybko

muszę zrozumieć sens, a potem wybrać.
najpierw szukam jak igły, bo potrzebuję
tej chwili bólu, ukłucia. zanim ona odejdzie

wąskim korytarzem, w kierunku świateł, tam,
gdzie wszystko jest sterylne i nie ma zapachu.
noszę w sobie śmierć, rozrasta się we mnie

jej dziecko, obce ciało. przybiera formę
jak ciasto pod pewnymi ruchami rąk. teraz
czekam na pierwsze kopnięcie.

                                         ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
veganza



venganza*

odebrała sobie mowę, bo musiałaby zabić.
chciałaby, żeby zdechł albo pieścił językiem.
nie wie, co byłoby przyjemniejsze.

bywa kobietą, kiedy jest lepka, można
zwilżać o nią palce. wtedy klei się
jak kot do rozgrzanych dachów.

widziała rysunki na ścianach jaskiń.
wie więcej o pierwotnych instynktach,
„kurwa” w jej ustach – wyzwanie rzucone językom.

odebrała sobie mowę, bo musiałaby zabić.
potem usiąść, kołysać się w takt
albo zmieniać ułożenie nóg.

pierdol się, popaprańcu, kłamco, tchórzu.
wierni odwiedzają świątynie. łaska boska
jest niezmierzona, oparcie uwiera w plecy.

dźwięk powinien wydobywać się z przepony,
bo prawda pochodzi z głębi. na powierzchni
brzmi jak song to say goodbye.

*hiszp. zemsta

                                      ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
wróble



wróble

nie tracisz ostrości, bo to tylko film,
urwany jak historia nad Tamizą.
do piątku nie pijesz, obiecałeś żałobę
bardziej sobie niż tym, co nie będą wracać.

bez nocy na kwasie i balonów nad miastem,
z poranną kawą w tekturowym kubku,
parujesz wszystkie ciosy i opuszczasz miejsca,
które można zobaczyć z dachu kamienicy.

mógłbyś rzucić wszystko jak kostkę w tej grze,
zwiększyć dystans i czekać, aż zostanie za progiem
żar z papierosa, co podpali trawnik,
pospolite ruszenie szarych jak dym wróbli.

                                                    ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
luz y entendimiento



luz y entendimiento*

jestem tym, czego szukam, czego nie chcę
znaleźć. mogłabym uzdrawiać dotykiem
jak meksykańskie brujas kuchennym nożem
rozciąć klatkę, wyciągnąć i naprawić

zepsute serce. o ósmej rano budzi mnie
natrętna myśl o tym, ile dzisiaj stracę 
mililitrów, gramów? mogłabym uzdrawiać 
słowem, jak niemieccy poeci, albo włoscy

święci. przychodzą, odchodzą i tak jest
od zawsze. od dziecka bawię się
kuchennym nożem filetuję drób, nie jadam
ryb, pamiętasz? nienawidzę ryb. 


* hiszp. światło i pojmowanie

                                             ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
stygmaty



stygmaty

módl się — mówiła matka. dobry mąż,
zdrowe dzieci, wino własnej produkcji.
brałam do ust ściągany przez rurkę mętny płyn,
grzesząc, uczyłam się przełykać.

masz w sobie światło — szeptałeś, a we mnie
oszalałe ptaki biły skrzydłami o szyby.
mam obtarte nadgarstki i kocham
ten ból, wyssany z palca
nieznany smak.

nosimy w sobie boski pierwiastek, napisany
pod dyktando bezbłędny harmonogram zdarzeń,
bunt i sofię nabitą w butelkę. w naszym języku
gwoździe przemieniają metal w krew.

                                                      ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
bez tytułu



wiersz, który miał mieć tytuł

miałam śnić ciebie, a śniłam kobietę
z zaszytymi ustami, mokrą i słoną.
zbudził mnie głos, bezbarwny
jak powietrze, nie należał do nikogo.

psylocybina brzmi jak nazwa rzeki,
więc w gorączkowym pośpiechu
szukam mostu, choćby niewielkiej płycizny.
woda ciemnieje. tracę pewność.

wyczuwam stopą nierówność podłoża
i maleje szansa na równowagę.

mnożysz słowa, jakbyś znał moje pragnienie


                                                  ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
drzazgi



drzazga

przez okno
widzę tylko ślady po topolach,
gładkie, poszarzałe krążki.
krwi już nie ma, wsiąkła w ziemię,
odpłynęła do rzeki.

spławiamy umarłych jak drewno,
z biegiem,
z opuszczonymi rękoma
patrzymy na ich malejące ciała.

niepewność, czy są na tyle daleko,
by nie móc wrócić, uwiera i drażni.

kurczę się
do rozmiarów drzazgi.


                                    ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
ocean



kobieta ocean

mam trzydzieści sześć lat, nie boję się,
kiedy przychodzą i przykładają usta.

mogą się zanurzyć, dotykać
do woli, wyławiać ze środka
egzotyczne istoty, patrzeć
jak faluję rozgarniana rękoma.

topielcy nadają mi imiona,
wypisują je na mokrym piasku,
jak ślad dla przypadkowych turystów
i zorganizowanych wycieczek.

za wizyty płaci się ciałem,

a ja potrafię pieścić długo,
aż do podskórnych wylewów,
do ostatniego oddechu
czekać,
aż skuje mnie lód.

                                      ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
niebo



niebo

myśli mnożą się jak puste butelki
w szafce pod zlewem. chwilowy chaos.
będziemy oglądać film i nie będziemy
wiedzieć, co zrobić z rękoma. one żyją

własnym życiem: błądzą, znajdują,
kołyszą nami, jak w symulatorze lotów.
gdy wznosimy się zbyt wysoko, obraz
kurczy się w biały punkt, potem znika

i opadamy na wrzeszczące miasto.

                                                ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
powódź



wielka powódź

Bonamassa rozbija mnie od środka. odłamki
krążą jak turyści po obcym mieście. na palcach
przenoszę solówkę ulicy. chciałbyś wiedzieć
co jest po drugiej stronie? tanie hotele,
okna, z których robimy ramki do zdjęć.
kiedyś też tak skończymy: posadzeni
w równych rzędach, całkowicie wolni
od kawy i pospiesznie skręcanych papierosów.
póki co jeszcze nas widać. chwilowo
uchodzimy z życiem.

                                        ©  Magda Gałkowska




© Rafał Babczyński
wieża



wieża

przychodzi z odległej galaktyki —
miasta, w którym kobiety oprawia się
jak ryby. nie potrzebują głosu,
tylko ciał.

jest świeża, lecz nie pachnie,
czysta, ale klei się do rąk.

dawno temu wyrwano jej język i wszystko,
co potrafi, to przyjmować w siebie
kolejne ostrza, symbole wycinane delikatną
dłonią artysty.
                                    ©  Magda Gałkowska